(Nie)udana wycieczka rowerowa
Było to 4 stycznia, kiedy to zachęcony poprzednią wyprawą, postanowiłem ją powtórzyć. Po zrobieniu kilku rundek po mieście wyjechałem poza jego granice. Dosyć szybko jednak zauważyłem, że coś błysnęło, a niedługo potem znów. Co mi pozostało innego, jak tylko zacząć zwiewać do domu, ile sił w nogach? Będąc tuż przy domie nagle poczułem jak łańcuch się prześlizgnął po zębatce kilka razy. Od tego czasu już kompletnie się łańcuch nie trzyma. Jakby tego było mało, to jeszcze wwaliłem się w szkło... Na szczęście mam jeszcze rower zastępczy, który się jeszcze jakoś trzyma.
Dlaczego była ta wyprawa nieudana? Bo żem sobie rozwalił rower.
Dlaczego udana? Bo ją przeżyłem (ach ten mój optymizm...)
Kto by się spodziewał burzy w środku zimy?
Święta!
Jako że jestem prawosławny, obchodzę święta Bożego Narodzenia 7, 8 i 9 stycznia. Na Wigilię, 6 stycznia, właściwie już wszystko było przygotowane. Dom posprzątany, potrawy gotowe. Tradycyjnie najpierw kolację zjadłem ze soją matką i dwoma siostrami. Było bardzo miło, aż mnie to zdziwiło jak te święta działają na ludzi. Ani razu nie pokłóciłem się z siostrami! Po tym pojechałem do ojca i dziadków, aby i z nimi spędzić te święta. Tradycyjnie już zaczęliśmy od zjedzenia prosfory (odpowiednik opłatka). Jedliśmy kolację, oglądając przy okazji skoki narciarskie. Trochę porozmawialiśmy na dosyć ciekawe tematy.
Następnego dnia zjedliśmy bożonarodzeniowe śniadanie. Do domu nie wróciłem, bo jak się okazało nie było po co, bo wszyscy już pojechali do Siemianówki (też miałem pojechać, jednak rower mi się zniszczył, a tym zdziercom z transportu nie dam ani grosza!). Później Przyjechała ciocia z bratem ciotecznym. Ogółnie rzecz biorąc panowała świąteczna atmosfera. Później przyszli kolędnicy. Zrobili fajną gwiazdę, jednak ich śpiew wolę przemilczeć ;). Mimo wszystko uważam że to spaniała tradycja.
A tutaj taki świąteczny, lekko spóźniony, bonus:
Źródło: http://www.youtube.com/watch?v=KQC0EIesBmc&list=UUTDzuwO_bG8lzpJvlO0_MTg&index=20&feature=plpp_video
Sylwester / Osiemnastka kolegi13 stycznia została zorganizowana u nas impreza sylwestrowa. Dlaczego? Ano dlatego, że:
-Obchodzimy Sylwestra wg. kalendarza juliańskiego
-Następnego dnia wypadała osiemnastka kolegi, więc łatwiej było połączyć te imprezy
Szczerze mówiąc miałem spore opory przed pójściem. Jakoś dziwnie nie miałem na to ochoty. Jednak mimo wszystko poszedłem i nie żałuję. Na początku było dosyć sztywno, jednak po paru kielichach impreza rozkręciła się na maksa (hah, jeden już był prawie nieprzytomny zanim to się stało). Było dosyć wesoło. Pośpiewaliśmy, potańczyliśmy. Jeden z kolegów uważany za najpoważniejszego w klasie zaczął z nami normalnie śpiewać pieśni typu "Katiusza", czy "Kalinka". Tak się rozhulaliśmy, że zanim nadeszła północ skończył się cały alkohol. Ale chren z tym, liczyła się tylko zabawa.Równo o północy wyszliśmy na zewnątrz, aby oglądać fajerwerki. To była najwspanialsza część imprezy. Każdy sobie życzył najlepszego, trochę pooblewaliśmy się szampanem. Zaraz potem zaczęliśmy składać życzenia dla naszego jubilata. Tak nim zaczęli podrzucać, że wgiął on sufit. Oczywiście nie obeszło się bez prezentu. Dostał o taką oto czapkę:
Znaczy mniej więcej podobną.
Co jeszcze dostał? Uroczą laurkę z tytułem "Znajdź Janusza". Wśród 8 zdjęć Johnnego Deppa było jedno jego zdjęcie.
Po tym impreza zaczęła powoli wygasać. Coraz więcej ludzi zaczęło wracać do domu, ja kilku z nich odprowadziłem. Pod koniec zagraliśmy w rzutki i ostatni z gości zaczęli wracać do domu. Nie licząc gospodarza i jednego z tych co przeholowali, byłem ostatnim z tych co opuścili imprezę.
Co mi pozostało po tej imprezie? Niewiele, tylko to video:
Co jeszcze?
Nie licząc tych wydarzeń, to właśnie rozpoczęły się u mnie ferie.
Tuż przed feriami otworzyli u nas lodowisko ( no nareszcie! już miesiąc ono stało nieużywane!). Poszliśmy tam na jednym z W-Fów, na drugim już nie bo ci co mieli je odśnieżać chyba stwierdzili że walą taką robotę...
Na drugim W-Fie wyszliśmy na spacer. Nauczyciel myślał, że będziemy sobie spokojnie iść, podczas gdy wszędzie leżał śnieg... Co za naiwność. Cała nasza grupa dostała minusy, ja chyba nawet dwa, a dwie osoby po uwadze negatywnej... Chyba ktoś bierze to zbyt poważnie.
A co z moim pomysłem na YTPMV? Ma się w miarę dobrze. Szczerze mówiąc nawet się nie spodziewałem, że uda mi się to kontynuować. Jak idą prace? Myślę, że zrobiłem już mniej więcej 20% całej pracy. Mimo wszystko to jest trudniejsze niż myślałem, a to tego coś czuję, że to hitem nie zostanie. No cóż... Nawet pierwsza praca DeeWaLa nie była wysokich lotów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz