Czas na mój trzeci wpis na blogu. Dosyć dawno nie pisałem, więc postanowiłem jednak coś nabazgrać ;)
Jest 31 grudzień, a za kilka godzin zacznie się Nowy Rok. Jako że nie dostałem żadnego zaproszenia na imprezę, no to zaczęły się dziać w moim łbie dziwne rzeczy i postanowiłem sobie pojeździć rowerem, pomimo tego, że było już całkiem ciemno, a po całym mieście kręcili się ludzie nie do końca trzeźwi z petardami (swoją drogą można byłoby jednak zakazać ich stosowania, a zadanie ich odpalania powierzyć grupie wykwalifikowanych pirotechników).
Ale przechodząc do mojej trasy:
Dystans: Google podaje, że 29 km. Mi się wydaje, że nie więcej jak 20 km
Czas: ok. 1,5h (z częstymi przerwami)
Średnia prędkość: 15-20 km/h
Warunki: bezchmurnie, ok. 0 stopni, śnieg zalegający na poboczach, oblodzona jezdnia, całkowite ciemności
Wyruszyłem od domu dziadków, ok. godziny 18.30. Wyruszyłem w kierunku centrum miasta, jednak szybko zrozumiałem, że w mieście jest trochę niebezpiecznie na jazdę przez oblodzenie jezdni, szalejących kierowców i wszędobylskie petardy. Postanowiłem więc wyruszyć poza miasto, w kierunku Nowego Berezowa. Jednak kilka metrów od miasta zrozumiałem, że wybrałem zbyt ruchliwą drogę.
Wróciłem do Hajnówki i pojechałem inną, mniej ruchliwą drogą w kierunku Czyżyków.
Trochę strach mnie obszedł przed wyjazdem na otwartą i nieoświetloną drogę, jednak po krótkich rozmyślaniach ruszyłem dalej. Początkowo miałem spore problemy z jazdą, jednak szybko przyzwyczaiłem oczy do takich ciemności, dodatkowo śnieg na poboczach pozwalał mi dostrzec granicy drogi. Na drodze było całkowicie pusto, przez co czułem się o wiele pewniej. Po około 10 minutach jazdy dojechałem do Pucisk. Od razu poczułem się lepiej.
Po przejeździe przez wieś ruszyłem dalej, do Czyżyków. Droga prowadziła pod górę, jednak jazda kompletnie nie sprawiała mi kłopotów. Po drodze próbowałem poobserwować krajobrazy... jednak nie miałem jak. Dojechałem tam dosyć szybko. Przejechałem do końca wsi... i obleciał mnie strach przed dalszą jazdą.
Strach przed lasem jaki by mnie czekał jednak wygrał i postanowiłem wrócić. Wracałem tą samą trasą którą dojechałem. Dopiero wtedy zacząłem zauważać jak pięknie wygląda moje miasto w nocy. Po dojeździe do Pucisk zauważyłem jednak, że mieszkańcy tej wsi obserwują mnie nieufnie. Może dlatego, że często się zatrzymywałem i robiłem zdjęcia?
Powrót do miasta minął bardzo szybko, a po dojeździe jeszcze się trochę powłóczyłem po mieście, aby wreszcie wrócić do domu.
Wyprawa może i była krótka i wolna, ale jest ona dla mnie 3 najwspanialszą wyprawą jaką zrobiłem.
Wybaczcie też za jakość zdjęć. Robiłem je komórką, która nawet nie miała flesza.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz