sobota, 6 kwietnia 2013

Uzaczewalo

W sumie tym razem o niczym, czyli:
-Moim lenistwie
-Perwersji dziadka i dziwnych gustach muzycznych
-Dwuosobowym afrykańskim państwem, graniczącym z Polską z pięknymi widokami na hiszpańskie kurorty
-Plany na przyszłość?

No ale po kolei. Przez ostatni tydzień, miałem całkowite wolne od szkoły. W tym czasie postanowiłem się chociaż trochę poduczyć do matury. Jest z czego, bo będę miał razem 13 egzaminów, najwięcej w szkole... Po cholerę nawaliłem sobie tych 6 dodatkowych przedmiotów? Teraz to już nie mam pojęcia, ale wcześniej miałem tak rozbudowane plany na przyszłość i różne alternatywy, że po prostu musiałem to zrobić, a nawet żałowałem, że nie mogłem wybrać większej ich liczby. Przez to będę zdawać:
-Matematykę (podstawy i rozszerzenie)
-J. Polski (podstawy i ustny)
-J. Białoruski (podstawy i ustny)
-J. Angielski (podstawy, rozszerzenie i ustny)
-J. Francuski (podstawy)
-Fizykę (podstawy, chociaż początkowo miałem zamiar zdawać rozszerzenie)
-Chemię (podstawy)
-Biologię (podstawy, chociaż i tak mnie przeraża wizja zdawania tego przedmiotu, dla mnie to kompletnie czarna magia...)
Nigdy jakimś szczególnym talentem naukowym nie byłem, więc dla większości znajomych ta liczba egzaminów wręcz zdumiewa.
No ale wracając do tematu, to miałem niezłą kłótnię z matką, spowodowaną przez pewnego osobnika w domu, którego roli brzydzę się opisać. Postanowiłem jak najbardziej ograniczyć swoje wizyty w domu i przez cały tydzień pojawiłem się tam jedynie po swoje prawo jazdy. Przez ten czas nawet nie pomyślałem, żeby wziąć ze sobą jakąś książkę, czy zbiór zadań i porobić chociaż trochę ćwiczeń. Jedyne co mi się udało zrobić w tym czasie, to wypracowanie z francuskiego, i to dopiero rankiem przed wyjściem do szkoły. Miałem też poszukać jakiejś uczelni, na której mógłbym kontynuować naukę, ale też nic z tego... Nawet nie ruszyłem swojego leniwego tyłka aby zrobić coś w tym kierunku... To nic, w wakacje pójdę do roboty, to może i mi to przejdzie.

W trakcie tego tygodnia dosyć często przebywałem u dziadków. Panuje u nich w domu dosyć dziwna atmosfera. Z jednej strony traktują mnie jak cień, a z drugiej pieszczą się nade mną jak nad swoim jedynym wnukiem (Ba! Tak jest naprawdę!). Dziadek ciągle narzekał na pogodę... No ale co się jemu dziwić, skoro nie może pójść na działkę i dokończyć budowy swojego domku działkowego, bo mamy tej wiosny piękną zimę... Swoją drogą pewnego dnia była i tam moja matka. Rozmawiała ona z babcią o tej pogodzie. Słyszała ona kiedyś od pewnej staruszki, że "zima zimą przeniknie". Na początku nie wiedziałem o co chodzi. Dopiero później wywnioskowałem z rozmowy, że zima ma ponoć się tak wydłużyć, że tuż po jej końcu, rozpocznie się kolejna. W międzyczasie miałyby panować upały.Nie brzmi to zbyt logicznie, zwłaszcza w czasie mody na "globalne ocieplenie", ale nawet teraz, patrząc na okno, zastanawiam się czy przypadkiem nie miała racji...
Innego dnia puszczali oni przez radio muzykę regionalno-discopolową. Były tam zespoły typu Zorka, czy Prymaki. Nigdy nie byłem fanem tego typu muzyki, ale leżąc przez godzinę, dopadł mnie jakiś trans (rockowcy chyba nazywają to "chilloutem") i jakoś mnie pociągnęło do niej. Pożyczyłem od nich pendriva i zgrałem wszystkie utwory do siebie na komórkę (przy okazji kasując dość pokaźną kolekcję filmików YTPMV...). No i na tym się skończyło. Chęci do słuchania jakoś przeszły i nie wiem co dalej z tym zrobić.
Oprócz tego znalazłem ostatnio utwór, od którego nie jestem w stanie się oderwać:
Już od dłuższego czasu był on  mojej głowie, ale tytułu nie pamiętałem kompletnie. Znalazłem ją wpisując w googlach "pampapaparararampampam", no i co ciekawe było w drugim wyniku wyszukiwań.
Jednak jedno z jego próśb zapewne na długo pozostanie mi w pamięci. Kiedy oddałem mu tego pendriva, ten zapytał mnie, czy przy okazji nie nagrałem mu pornoli... Oczywiście powiedziałem, że nie, a ten podał mi go i powiedział, żebym mu je grał i później oddał. Zmieszanie niesamowite, kompletnie nie wiedziałem co mam zrobić, zwłaszcza, że matka i babka siedziały i tę sytuację obserwowały. Na początku ofertę przyjąłem, ale jak do mnie dotarło co się dzieje zacząłem się wymigiwać. Za bardzo mnie to zażenowało... Na szczęście jakoś udało mi się wyjść z tego układu, pomimo dosyć żałosnych wyjaśnień.

Podczas wolnego postanowiłem sprawdzić jak na mnie zadziałają 2 bezsenne noce. Za każdym razem udawało mi się przetrwać do piątej nad ranem, po czym wychodziłem do toalety, a po powrocie po prostu zasypiałem. Po tym zawsze mi się śniły jakieś dziwne rzeczy. W jednym ze snów otworzyłem Wikipedię, na której przeczytałem o państwie w Afryce, które ma jedynie 2 mieszkańców. Niedługo po tym poszedłem do dziadka, który miał apartamentowiec nad morzem (ha! chciałbym!). Pił on drinka w barze razem z kilkoma przyjaciółmi. Budynki miały architekturę podobną do tej w Prowansji, czy Rzymie, do tego były piękne widoki na morze... A raczej jakiś pas wody, bo góra 2 kilometry za nim było widać hiszpańskie kurorty, do których można było pójść pieszo wzdłuż plaży. Jak się okazało jednym ze znajomych dziadka był właśnie jeden z mieszkańców tego państwa. Postanowiłem pomóc mu rozwinąć terytorialnie jego ziemie. Właściwie chyba za dużo się nagrałem w Europę Universalis... Zająłem całe wnętrze Afryki (która swoją drogą była wielkości większej wsi, a składała się jedynie z łąk z dużymi skupiskami drzew). Ziemie przejmowałem za pomocą drewnianych kloców wbitych  ziemię (przypominały spację w klawiaturze). Wystarczyło, żebym na niego wszedł i ziemia była moja. Przejmowałem ziemie od takich państw jak Wielka Brytania, Francja, Japonia... Na koniec zobaczyłem, że Amerykanie mają spory kawał ziemi, więc i ich postanowiłem "zaatakować". Było tam jednak jedynie pudełko z barwami flagi USA z malutkim telewizorkiem w środku. Potem zacząłem rozumieć, że chyba co jest nie tak i się obudziłem. Niby nic, ale ten sen już mi się raz kiedyś przyśnił i wszystko wyglądało dokładnie tak samo... No ale nic, to tylko sen.

Ostatnio zacząłem się zastanawiać nad napisaniem czegoś na kształt autobiografii, w której bym opisał wszystkie pamiętane przeze mnie sytuacje w moim życiu, byłoby to w sumie nawet fajne dla mnie czasami usiąść i poczytać o tym jak wielkie durnoty ja i wszyscy moi znajomi wyczynialiśmy w tym czasie, zwłaszcza, że ten okres już się skończy w ciągu najbliższych kilku tygodni... Byłaby ona dostępna jedynie dla mnie i kilku moich znajomych.

Po powrocie do szkoły w sumie nawet dobrze mi się powodziło, nie miałem żadnych problemów z nauką, szło mi nawet wyjątkowo dobrze. Dwie sytuacje bardzo się wyróżniły . Pierwsza była bardzo pozytywna, ale i była olbrzymim zaskoczeniem. Otóż ja, największe sportowe beztalencie jakie widziała te szkoła, dostałem 6 z W-Fu... Nie było zbyt wiele konkurencji  których byłbym od kogoś lepszy, po prostu zawsze robiłem co do mnie należało, zamiast wymigiwać się, a później narzekać jaki to nauczyciel niedobry... co jednak nie zmienia faktu, że ta ocena to gruba przesada. Stałem się obiektem żartów, a wszyscy uznali, że nauczyciel podczas wystawiania ocen był pijany.
Druga sytuacja była o wiele gorsza. Wiele osób mnie zaczepiało, ale jeden z nich już uprzykrza mi życie od 12 lat. Na dwie lekcje przed końcem usiadł za mną razem ze swoim kolegą. Już się spodziewałem, że nie będzie to nic miłego. No i się nie myliłem. Zaczęli mnie szturchać, wsadzać ołówki za uszy. Cała frustracja z tego roku musiała mieć swoje ujście... Wstałem i wywaliłem im na kolana ławkę i zacząłem coś do nich wrzeszczeć. Oczywiście cała klasa wybuchnęła śmiechem, a kiedy zobaczyłem jego szyderczy uśmieszek miałem ochotę jeszcze go udusić. Jedynie co mnie powstrzymało, to znane dla mnie przyszłe konsekwencje (Gdyby to nie była klasa i bylibyśmy sam na sam, to pewnie bym sukinsyna udusił!). Spakowałem się i już miałem wyjść, kiedy zrozumiałem, że to by oznaczało, że on nade mną wygrał (i wygrał, ale nie mogłem dać mu dodatkowej satysfakcji). Usiadłem spokojnie i jakoś próbowałem dokończyć lekcję. Nauczycielka pokierowała się zrozumieniem, ale przez resztę lekcji musiałem znosić docinki reszty klasy. Myślałem, że się rozkleję, ale nie mogłem pokazać swojej słabości. Nie teraz, na 3 tygodnie przed końcem! Postanowiłem się już nie tłumaczyć z tego, bo po co? Ludzie widzą jak ktoś próbuje się bronić przed zaczepkami, ale mają gdzieś przyczynę złości. Po prostu taka osoba staje się w ich oczach furiatem atakującym bez powodu. Jeszcze te pieprzone 3 tygodnie i skończą się lata agonii z tym człowiekiem. 
Zaczynam rozumieć Katarzynę Waśniewską...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz