niedziela, 12 maja 2013

Matura, tydzień 1

No i stało się, matura się zaczęła i już jestem po pierwszych egzaminach. Początkowo planowałem zdawać relację po każdym dniu egzaminów, jednak zabrakło i czasu i chęci... Po pierwszym tygodniu skończyłem już 5 z 13 wybranych przeze mnie egzaminów. Poszło mi nawet całkiem nieźle, mam wrażenie, że tegoroczna matura została zrobiona nawet zbyt łatwą. Przez cały tydzień przed maturą nocowałem w domku działkowym, gdzie mogłem w spokoju przygotować się do egzaminu z matematyki. Wyniki wynosiły średnio 70%, co jak dla mnie było czymś przynajmniej zadowalającym. Po spokojnie spędzonych świętach otrzymałem błogosławieństwo od moich dwóch ciotek. Matka panikowała, ponoć nawet spać nie mogła, podczas gdy ja zachowywałem się całkowicie normalnie. Kompletnie do mnie nie docierało to, co miało się wydarzyć. 7 kwietnia rozpoczęły się egzaminy...

Język polski

Tego dnia obudziłem się wcześnie rano. Początkowo chciałem jeszcze się trochę pouczyć, ale dotarło do mnie, że nie ma to już najmniejszego sensu. Tego dnia w domu były jedynie moje siostry, które ostro przeholowały z alkoholem, więc miałem spokój i czas na spokojne przygotowanie się. Wyjechałem dosyć wcześnie, bo cały czas się bałem, że pomyliłem godziny i egzamin miał być o 8.00. Ten czas spędziłem w czytelni, czytając pierwszą z brzegu książkę. Ciekawa sprawa z tym polskim chrześcijaństwem... Dla chłopów wszystkie wydarzenia biblijne działy się w Polsce, a ten kraj miał być wylęgarnią świętych. Niedługo przed dziewiątą zaczęto wyczytywać nazwiska. Zdziwiło mnie to, że byłem gdzieś w środku, zamiast być wyczytanym jako pierwszy... Rozsadzano według daty narodzin. Na sali gimnastycznej panował niezły zgiełk, ale z czasem ludzie się uspokoili i można było zacząć całą procedurę. Przez 15 minut siedziałem tylko przy tej ławce i się nudziłem. Kiedy tylko odczytałem tekst, od razu mi się zrobiło weselej. Pomimo tego, że był to egzamin z polskiego, tekst miał tematykę naukową. Pytania nie sprawiły mi większej trudności, chociaż niektórych nie rozumiałem. W wypracowaniu wziąłem temat o autorytetach w "Przedwiośniu". Samego tekstu nie znałem, więc lałem wodę niemiłosiernie. Już po półtora godziny skończyłem pisać, a że mi było nudno, więc skończyłem egzamin i wyszedłem. Jako trzeci ze wszystkich...
Później jeszcze wybrałem się w odwiedziny do ciotki. Przygotowała mi niezły obiad i przez 3 godziny rozmawialiśmy właściwie o wszystkim. Dała mi swój numer telefonu i w razie następnej wizyty miałem zadzwonić.

Matematyka, podstawowy

Już następnego dnia miałem mieć egzamin z matematyki. Cały poprzedni dzień miałem w planach powtórzenie materiału, ale zabrakło chęci. Tym razem już spokojniej do tego podchodziłem. Znowu wyczytywanie nazwisk, znów według daty urodzenia. Przy czym były 2 osoby z poprzedniego rocznika i jeszcze jeden, około 30-letni, mężczyzna. Znów trzeba było czekać 15 minut. Chcieli nas wynudzić, czy co? Pytania zamknięte przeleciałem bez problemu. Z otwartymi również nie przemęczyłem się zbytnio. denerwowałem się jedynie przy przenoszeniu odpowiedzi na kartę. Znów wyszedłem po półtora godziny. Egzamin był tak łatwy, że wynik poniżej 100% mnie nie zadowoli. Jedynie czego mogą się sprawdzający uczepić, to sposób zapisywania odpowiedzi. W skali trudności do 15, daję temu egzaminowi 4.

Angielski, podstawowy i rozszerzenie

Nie wiem kto padł na pomysł, żeby egzamin z rozszerzenia robić o 14, bo pomysł jest przynajmniej nietrafiony. Oba egzaminy pisałem już w normalnych salach lekcyjnych. Najpierw pisałem podstawy. Jak mogłem się spodziewać, był on bardzo łatwy, bo w słuchaniu zrozumiałem wszystko. W czytaniu podobnie, a list nie był zbytnio wymagający (ale limity słów są do bani! Przez 30 minut pisałem list, aby przez kolejne 15 skreślać połowę zdań). Po tym egzaminie wróciłem do domu zregenerować siły.
Na 14 wróciłem do szkoły na rozszerzenie. To już był całkowicie inny poziom! Słowotwórstwo u mnie leży, tak samo składnia. A z tego była właśnie złożona pierwsza część. W wypracowaniu wybrałem opowiadanie o dwóch młodych, co odkryli coś w zamku. A ja napisałem o kolesiu, co jechał na Wawel samochodem i groził innym siekierą... Oczywiście wątek z zadania był, ale raczej pełnił rolę drugorzędną. Sprawdzającemu to się na 100% nie spodoba... No ale byłem oryginalny, bo wszyscy inni pisali o potrawach z różnych stron świata.
Kolejna godzina czekania na egzamin upłynęła na rozmowach z innymi. Wtedy też się dowiedziałem, że trzeba było zakreślić temat... Głupio, bo tego nie zrobiłem. W drugiej części zaczęliśmy od słuchania. Tym razem tak lekko nie było, bo gadali oni o wiele szybciej i więcej. Wiem, że jedno zadanie zrobiłem w 100% dobrze, z pozostałymi to już nie wiem. Potem uzupełnianie tekstu... Jedno zadanie odnosiło się do "Dragon's Den", więc i było dla mnie ono bardzo łatwe. Skończyłem egzamin niedługo przed 18.00. O tej porze, to już raczej nie myślę zbytnio o nauce. Nie wiem na co mogę z rozszerzenia liczyć... Myślę, że będzie gdzieś pomiędzy 40-60%.

Matematyka, rozszerzenie

To był egzamin na który czekałem najbardziej. Tym razem odbył się na auli. Nasza klasa stanowiła większość, więc czułem się dosyć swobodnie. Wyjątkowo siedziałem na ostatniej ławce. Tradycyjnie znów trzeba było czekać masę czasu, ale tym razem zeszło to o wiele szybciej. Można było wyczuć różnicę w poziomie egzaminu względem podstaw, chociaż i tak był on, jak na ten poziom, łatwy. Siedziałem prawie że do końca, ale poza jednym zadaniem, wszystkie zrobiłem. Część z nich zrobiona była szybko i sprawnie, nad innymi trzeba było się nagłowić. Jak się potem okazało w części zadań wychodziły mi złe wyniki, ale myślę, że punkty będą. Po egzaminie trzeba było jeszcze pójść do naszej nauczycielki z matematyki, żeby ją trochę uspokoić. I tak się skończył pierwszy tydzień matur...

Co teraz?

Jutro ustny egzamin z białoruskiego. To właśnie przed nim się boję najbardziej, bo wybrałem dość nieprzyjemny temat, a książki do dzisiaj nie przeczytałem. Trochę poćwiczę, trochę powymyślam i jakoś wypełnię te 15 minut. Oprócz tego jest jeszcze chemia, biologia i... No właśnie, co jeszcze? Nie pamiętam... No nic, do następnego!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz