Język białoruski, ustny
Był to pierwszy egzamin ustny z trzech, jakie mnie czekają. Przed maturami właśnie tego egzaminu obawiałem się najbardziej. Nie chodziło bynajmniej o język, ale o sam temat jaki sobie wybrałem. Kiedy zobaczyłem listę tematów, od razu wybrałem temat o życiu białoruskiego chłopstwa na początku XX wieku w oparciu o "Новую зямлю" Jakuba Kołasa. Poemat był dość długi, przypominał "Pana Tadeusza" (którego właśnie nie cierpię za formę), a do tego był napisany po białorusku. Przez 8 miesięcy zdobyłem się na przeczytanie jedynie 50 stron na 300. Jednak przez sobotę i niedzielę przeczytałem kilkanaście kolejnych rozdziałów, pomijając połowę, a 2 w języku polskim. Nie przygotowałem sobie listy tematów, na jakie miałem mówić, więc zdecydowałem się na improwizację.Nerwy mną trochę szargały, przez co obudziłem się już o 2.30 i nie chciało mi się już spać. Postanowiłem więc zrobić w pamięci próbę generalną. Omawiałem przez 15 minut, a do tego musiałem wyciąć sporą część tematów. Od razu zrobiło mi się lżej, bo nie spodziewałem się, że uda mi się wyciągnąć chociaż do 10 minut. Po tym już tylko spokojnie zasnąłem. Wyjechałem do szkoły trochę wcześniej niż powinienem, więc i sporo czasu tam czekałem. Dosyć było nerwowo, ale rozmowy ze znajomymi jakoś uspokoiły sytuację.
Równo o ósmej zostałem zaproszony do sali. Najpierw zacząłem od opowiedzenia, dlaczego wybrałem ten temat, po czym przeszedłem do rzeczy. Kiedy skończyłem, spojrzałem na zegarek i ogarnęło mnie przerażenie. Mówiłem dokładnie to samo co podczas próby, a minęło jedynie 5 minut! Od tej pory to już była tylko czysta improwizacja. Gadałem co o pijaństwie, o religii, podejściu do miastowych i własnej higieny... Jakoś dociągnąłem moją szemraną białoruszczyzną do 12 minut. Potem pytania... Raczej nie były one zbyt trudne, ale niektórych słów nie rozumiałem, przez co musiałem zapytać o wytłumaczenie. Jakoś to poszło, a na wyniki musiałem czekać do 15.
Kiedy przyjechałem do szkoły, czekała już spora grupka osób. Na szczęście mogłem pogadać z kolegą, który akurat zdawał ustny z polskiego. No i jego grupa otrzymała wyniki jako pierwsza. Dostał on 7/20... Zdaje się od 6 punktów, więc może on mówić o olbrzymim szczęściu. Potem moja kolej... Najpierw informacja, że wszyscy zdali, potem że jest to podsumowanie 3 lat nauki języka. Dostałem 19/20... Jak to usłyszałem, to nie mogłem wprost uwierzyć. Ale potem było jeszcze ciekawiej... Jak się okazało, większość osób miało maksymalną ilość punktów, a nikt nie zszedł poniżej siedemnastki. Mimo wszystko miło.
Chemia, podstawowy
Już następnego dnia miałem zdawać kolejny przedmiot dla chętnych. Nigdy zbytnio nie przepadałem za chemią, ale jeszcze przed maturą rozwiązywałem masę zadań, to od nauczycielki, to z pracy domowej siostry... Wyniki napawały mnie optymizmem, bo zadania nie sprawiały mi jakiejś wybitnej trudności. Na egzaminie, poza mną, były jeszcze 3 osoby z mojej klasy, więc w miarę było swojsko. Matura była dosyć długa. Nie licząc matematyki, najdłuższa. Część zadań, pozornie prostych, sprawiła mi mnóstwo problemów, a inne poszły aż nadto łatwo.Wyszedłem na 5 minut przed czasem. Liczę na przynajmniej 40%, bo egzamin był łatwy.Język białoruski, podstawowy
W środę, 14 maja, wypadł dzień wolny. Ponoć było wtedy jakieś święto żydowskie. Miałem wtedy czas na naukę... czego kompletnie nie wykorzystałem. Nie było przede mną żadnego egzaminu, którego bym się obawiał. Tej nocy spałem dosyć spokojnie, bo wiedziałem czego się spodziewać. Teoretycznie miało to wyglądać tak samo jak test z polskiego, jednak z góry było wiadomo, że będzie on łatwiejszy. W rozumieniu tekstu czytanego było o brukowcach. Tekst był napisany prostym, przyjemnym językiem. Zadania były równie łatwe.W wypracowaniu wybrałem omówienie wiersza Janki Kupały, w którym mówił o potrzebie szukania szczęścia blisko siebie. Była to pochwała lokalnego patriotyzmu, więc był to temat idealny dla mnie. Lubię bardzo narzekać na to, że ludzie wstydzą się swojego pochodzenia, a szczęścia szukają gdzieś daleko. Rozpisałem się tak bardzo, że ledwie zmieściłem się w wyznaczonym miejscu. Jak dla mnie 3,5 strony to zdecydowanie za mało. Innym jednak sprawił problem dociągnięcie do 2 stron. Bardzo przyjemnie się pisało, więc i wynik powinien być wysoki. Jedynie co może mi w tym przeszkodzić, to mój charakter pisma i zbyt oryginalne poglądy...
Biologia, podstawowy
17 maja miał nadejść egzamin, będący dla mnie jedną, wielką niewiadomą. W ogóle się do niego nie uczyłem, nie uczęszczałem na żadne zajęcia dodatkowe, ani nie powtarzałem sobie materiału. Oprócz mnie, zdawała tylko jedna osoba z mojej klasy. Przez cały czas się zastanawiałem, co ja tam właściwie robię, nawet inni patrzyli na mnie z lekkim niedowierzaniem. Dziwniejsi byli jednak dwaj z klasy humanistycznej, którzy zdecydowali się na rozszerzenie...Podobnie jak z chemii, matura była bardzo długa. Jednak była ona wyjątkowo łatwa. Część pytań co prawda odnosiła się do wiedzy na temat nazewnictwa, ale były też zadania, które można było rozwiązać logiką. I to właśnie w nich szło mi najlepiej. Zawsze dobrze mi szło z biologii, pomimo, że nie przejmowałem się zbytnio tym przedmiotem. Liczę na przynajmniej 50%.
A co w przyszłości?
W przyszłym tygodniu czekają mnie kolejne 3 egzaminy. W poniedziałek fizyka. Teoretycznie powinna być moją mocną stroną, w końcu uczę się mat-fizie... Ale mam przeczucie, że aż tak wesoło to nie będzie. Nigdy nie miałem pamięci do wzorów. Do tego nigdy lubiłem elektryczności, a ona będzie na 100%.W środę ustny z polskiego. Dobry temat wybrałem, do tego nawet przeczytałem książkę, ale i tak mam pewne obawy... Aby tylko było te 6 punktów, nikt nawet na tę maturę nie patrzy.
A w piątek mój faworyt - francuski. Jako jedyny w szkole przystępuję do tego egzaminu. Trochę jest to denerwujące, że nie miałem jak się poduczyć, ale i tak jestem dobrej myśli. A tymczasem do następnego tygodnia!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz